Aktualności Strona główna

Międzynarodowy Dzień Elektryki 2004

Warszawa, 21 czerwca 2004 r.

 

Stanowisko rządu w sprawie szans i zagrożeń polskiej elektryki

w zjednoczonej Europie

 

(wystąpienie sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki i Pracy ministra Jacka Piechoty

podczas sesji oficjalnej MDE 2004)

Chciałbym m.in. poruszyć problem dopuszczalności pomocy publicznej, bowiem w wystąpieniu prezesa SEP była również mowa o stosunku Unii Europejskiej do spraw związanych z pomocą publiczną.

Zaczynam właśnie od tego zagadnienia, ponieważ jeszcze nie do końca uświadamiamy sobie, co oznacza nasza obecność w Unii Europejskiej i czym ona skutkuje. Wiele już na ten temat powiedziano: rozważano szanse i zagrożenia dla przedsiębiorców i przedsiębiorczości, dla energetyki oraz dla całej elektryki. Wiele tego rodzaju analiz dotychczas prowadzono, wiele nadal się prowadzi i o wielu sprawach się mówi. Zaczynamy jednak w coraz większym, szerszym, można powiedzieć codziennym wymiarze odczuwać to, jakie są unijne priorytety, jaka jest chociażby unijna polityka bezpieczeństwa energetycznego oraz unijna polityka konkurencji w obszarze energetyki.

W naszym środowisku daje się jednak zauważyć takie wyobrażenie, że jakoś to będzie, jakoś się prześlizgniemy przez te unijne rygory. W ostatnim czasie dotarło do nas, iż Komisja Europejska nałożyła wysokie kary na jednego z inwestorów w związku z przekroczeniem limitów produkcyjnych określonych w umowie prywatyzacyjnej, stanowiącej załącznik do traktatu akcesyjnego Słowacji; za przekroczenie limitów produkcyjnych w Koszycach też płaci się bardzo wysokie kary.

Polityka konkurencji w Unii Europejskiej, z całą mocą i siłą egzekwowana, oznacza przede wszystkim równorzędne traktowanie wszystkich przedsiębiorstw, wszystkich podmiotów. Oznacza to zdecydowane ograniczanie możliwości wspierania przez państwo sektorów, podsektorów lub wreszcie przedsiębiorców. Tak więc problem kontraktów długoterminowych i ich rozwiązania, to nie jest problem pomocy publicznej dla państwowego sektora lub podsektora wytwarzania, ale przede wszystkim jest to problem dopuszczalności pomocy publicznej dla przedsiębiorców w ogóle. To nie z sektorem wytwarzania, leżącym w gestii skarbu państwa, mamy głównie problemy, ale właśnie z inwestorami zagranicznymi, którzy chcą szczególnie wysokich rekompensat z tytułu rozwiązania kontraktów długoterminowych, a na to konsekwentnie nie pozwala Komisja Europejska w swojej polityce konkurencji. Wracając jednak do szans i zagrożeń polskiej elektryki w Unii Europejskiej, chciałbym przede wszystkim, korzystając z okazji, złożyć najserdeczniejsze życzenia dla całego Stowarzyszenia Elektryków Polskich z okazji 85-lecia, z okazji Międzynarodowego Dnia Elektryki, a także z tej okazji, iż można dzisiaj analizować tak wspaniałą historię i z dumą mówić również o tym, co już zostało wniesione do Europy i z czego kraje Europy korzystają.

Dorobek Stowarzyszenia we wspieraniu rozwoju polskiej gospodarki, elektryki oraz nauki, polskich badań jest z pewnością dorobkiem nie do przecenienia. Skoro SEP ma tak duży dorobek, skoro ma tak wspaniałych ludzi i tak doświadczoną kadrę, to jestem głęboko przekonany, że Stowarzyszenie może optymistycznie patrzeć na przyszłość swojego sektora w Unii Europejskiej, bo życie dowodzi, że tam, gdzie mamy możliwości działania bez ograniczeń, wychodzenia również na zewnątrz oraz możliwości korzystania z podobnych instrumentów wsparcia, z jakich korzystają przedsiębiorcy i sektory w wysoko rozwiniętych krajach Unii Europejskiej - tam pod presją konkurencji Polak się sprawdza.

Potrafimy konkurować, zdobywać zupełnie nowe pozycje. Jestem o tym głęboko przekonany, że nie jest to wcale nadmierny euroentuzjazm, iż sięgając do tych samych instrumentów wsparcia, do których dostęp już dawno mają unijni przedsiębiorcy, unijne instytucje, unijne placówki naukowe, będziemy potrafili konkurować. Musi to jednak być silna presja konkurencyjna, bo życie pokazuje, iż szczególnie w tych sektorach, w których chroniliśmy polski rynek, i blokowaliśmy dostęp konkurencji z zewnątrz, wcale nie odnosiliśmy wielkich sukcesów. Właśnie presja konkurencyjna zmusza wciąż do poszukiwania najlepszych, optymalnych rozwiązań i nie pozwala spocząć na przysłowiowych laurach, nie pozwala czekać z założonymi rękami.

Tymczasem w sektorze elektroenergetycznym mamy przecież do czynienia z ogromnymi zaszłościami. Nie rozpaczałbym głównie nad efektami czy skutecznością polityki prywatyzacyjnej, bo rzeczywiście ministrowi skarbu państwa było trudno zrealizować zamierzenia prywatyzacyjne w sytuacji wielu niewiadomych, dotyczących chociażby kontraktów długoterminowych, nowych regulacji, wdrożenia nowych, unijnych dyrektyw, niewiadomych w zakresie tworzenia konkurencyjnego rynku energii, ale raczej zwracałbym uwagę na te wszystkie działania rządu, które służą tworzeniu warunków dla konkurencyjnego rynku energii elektrycznej i rynku gazu ziemnego.

W tym właśnie zakresie nawet wyprzedzamy niektóre państwa unijne. Nasze prawo energetyczne, przyjęte jeszcze u schyłku lat dziewięćdziesiątych, już wówczas przewidywało określone działania zmierzające do tworzenia rynku energii i warunków do konkurencji, a dzisiaj wdrażanie dyrektyw unijnych w zakresie wydzielania operatorów systemów przesyłowych spowodowało, że od 1 lipca 2004 roku mogą funkcjonować operatorzy systemów przesyłowych zarówno w sektorze elektroenergetycznym, jak i w sektorze gazowym. To zupełnie nowa jakość.

Przewidziane w perspektywie rozdzielanie działalności dystrybucyjnej, działalności w zakresie obrotu energią na poziomie dzisiejszych zakładów energetycznych, pełne wdrożenie od 1 lipca 2007 roku zasady swobodnego, pełnego, liberalnego dostępu trzeciej strony do sieci, zarówno elektroenergetycznych, jak i gazowych, to zupełnie nowe wyzwania stojące przed tymi sektorami.

W tym zakresie inaczej musimy rozumieć bezpieczeństwo energetyczne Polski. Można powiedzieć, że aktualizujemy, odnosimy do nowych realiów doktrynę bezpieczeństwa energetycznego kraju. W Ministerstwie Gospodarki i Pracy rozpoczęliśmy pracę nad dokumentem „Polityka energetyczna państwa”, który w październiku chcielibyśmy przedstawić rządowi. „Polityka energetyczna państwa”, to odpowiedź na wiele głosów dopominających się o politykę energetyczną w ogóle, chociaż ja mówię o tym trochę z przekąsem, bo nasze państwo ma politykę energetyczną, problem tylko w tym, że dokument ją określający, nieszczęśliwie, zgodnie z obowiązującym prawem energetycznym, nosi miano: „Założenia polityki energetycznej Polski do 2020 roku”.

Zgodnie z dotychczas obowiązującymi zapisami prawa energetycznego, te założenia są co dwa lata aktualizowane. Przyjęte w 2000 roku pierwsze założenia, aktualizowane były w 2002 roku przez Radę Ministrów i jest to nic innego jak dokument określający politykę energetyczną państwa. Niestety, nosi on nazwę „Założenia polityki”, a politycy, szczególnie w naszych parlamentarnych debatach, mają to do siebie, że najchętniej na podstawie tytułu wyciągają daleko idące wnioski. Tak więc idąc tą uproszczoną drogą można dojść do wniosku, że takiego dokumentu nie ma.

Aby usunąć ten mankament, bardziej medialny, niż rzeczywisty, dokonujemy zmian w prawie energetycznym i zgodnie z zapisami w znowelizowanej ustawie rząd będzie zobowiązany do przyjmowania polityki energetycznej państwa w okresach co pięć lat. Ten dokument będzie obejmował okres do 2025 roku.

Natomiast rzecz w tym, że chcemy wyjść od doktryny zaktualizowanego pojmowania bezpieczeństwa energetycznego państwa. W minionych czasach ktoś powiedział, że pojmowaliśmy bezpieczeństwo energetyczne państwa jako naszą samowystarczalność zaopatrzenia w nośniki energii, stanowiące nasze bogactwo naturalne: węgiel kamienny i węgiel brunatny. Samowystarczalność ta oznaczała rozbudowywanie mocy wydobywczych. Samowystarczalność w obszarze wytwarzania, to były właśnie inwestycje w tym sektorze. Mówiąc w swym wystąpieniu o niezrealizowanych inwestycjach, prezes SEP mówił też o sektorze wytwarzania, a przecież jest to podsektor, który dzięki takiej polityce energetycznej, takiemu rozumieniu problematyki bezpieczeństwa energetycznego, ma nadwyżkę zainstalowanych mocy wytwórczych, a za tę nadwyżkę w warunkach gospodarki rynkowej trzeba płacić.

Tak pojmowaliśmy bezpieczeństwo energetyczne państwa. Samowystarczalność w zakresie zaopatrzenia w nośniki energetyczne, samowystarczalność w zakresie wytwarzania powodowały, że nie starczało nam już środków na inwestowanie w obszarze przesyłu, w obszarze dystrybucji. A więc brakowało środków na budowanie sieci, która byłaby bezpieczna we wszystkich ekstremalnych warunkach, odporna na zagrożenia. Sieci, która gwarantowałaby w perspektywie swobodny dostęp strony trzeciej. Sieci, która łączyłaby nas również z naszymi sąsiadami. Sieci budowanej po to, abyśmy mogli uczestniczyć w wymianie handlowej, eksportować energię, ale również importować ją po to, aby zwiększać bezpieczeństwo energetyczne państwa w sytuacjach zagrożeń, a także po to, aby nasi wytwórcy znajdowali się pod presją konkurencji zewnętrznej, bo nic tak nie uspokaja jak monopol.

Właśnie monopol, o którym mówił prezes SEP w odniesieniu do telekomunikacji, tak trudno nam zwalczyć między innymi dlatego, że w połowie lat dziewięćdziesiątych chroniliśmy naszego narodowego operatora, pomimo ogromnych przerostów zatrudnienia, bo przecież trzeba było zagwarantować jego pozycję, bo nie można było z dnia na dzień poddać go presji konkurencyjnej. Teraz płacimy za to wysoką cenę. Płacimy tę cenę, i tu polemizowałbym z tezą prezesa SEP, że polska gospodarka niezdolna jest do generowania większego ruchu telekomunikacyjnego. Jest do tego zdolna, tylko musi mieć dostęp do sieci po konkurencyjnych cenach i na konkurencyjnych warunkach. Jeżeli dostęp do sieci internetowej jest jednym z najdroższych w Europie, to zawsze będzie on stanowił barierę. Mamy tu do czynienia z naczyniami połączonymi.

Oczywiście, jeżeli byłyby większe moce gospodarki, większe zapotrzebowanie na produkcję przemysłową, to już dzisiaj w istniejących warunkach ekonomicznych, można sobie wyobrazić również innych, nowych operatorów, którzy zdecydowanie szybciej wchodziliby na ten rynek. Ale przecież TP SA przez wiele lat restrukturyzuje się wewnętrznie. Dzisiaj proces ten jest bardzo zaawansowany. O tym rzadko się mówi, ale dzisiaj w Telekomunikacji Polskiej pracuje o połowę mniej ludzi, którzy świadczą przecież usługi na wyższym poziomie. To są właśnie wyzwania związane z restrukturyzacją. Faktem jest, że szczególnie w sektorach sieciowych, które decydują o konkurencyjności, o dostępie do rynku, o dostępie do świadczonych usług, są pewne koszty niezbędne do poniesienia, również i trudne koszty społeczne. Oby tylko ten sektor stać było również na zapewnienie określonych świadczeń społecznych i socjalnych po to, aby można było dokonać takiej restrukturyzacji.

A więc, jeśli konsolidacja w sektorze elektroenergetycznym, to przede wszystkim konsolidacja pozioma, czyli ta, która nie prowadzi do tworzenia swoistego rodzaju monopoli i to niezależnie od tego, czy są to monopole państwowe, czy monopole sprywatyzowane, gdyż zarówno jedne jak i drugie na pewno nie służą rozwojowi konkurencji i w efekcie nie służą podnoszeniu efektywności.

Chcemy zdecydowanie promować konkurencję. Temu mają służyć wszystkie działania związane z wdrażaniem nowych dyrektyw, temu ma służyć wdrożenie zasady dostępu trzeciej strony oraz wzmacnianie, przede wszystkim, działalności w sferze przesyłu, a w perspektywie - w sferze dystrybucji. Temu także służą działania na rzecz rozwiązania kontraktów długoterminowych w elektroenergetyce. Nie podejmujemy tych działań dlatego, że chcemy pomagać w jakikolwiek sposób wytwórcom państwowym. Wszyscy producenci energii elektrycznej w metodologii obliczania wysokości rekompensat traktowani są tak samo. Inaczej od razu narazilibyśmy się na zarzut ze strony Komisji Europejskiej nierównorzędnego traktowania podmiotów gospodarczych. Jednak kontrakty długoterminowe są dzisiaj blokadą dla rozwoju rynku energii elektrycznej. Jeżeli 60% energii Polskie Sieci Elektroenergetyczne muszą odbierać z kontraktów długoterminowych, najdłuższe z nich obowiązują aż po 2024 rok, a są to kontrakty gwarantujące wytwórcom odbiór energii elektrycznej po cenach wyższych niż ceny rynkowe, to w żaden sposób nie można spodziewać się stworzenia warunków do konkurencji.

Przyjęta przez nas konstrukcja przewiduje rozwiązanie umów długoterminowych za godziwą rekompensatą, bo tego rodzaju długoletnia umowa, z całą ścieżką cenową zaprognozowaną na lata, jest przecież aktywem po stronie wytwórców. Odebranie tej umowy musi się, zgodnie z naszą konstytucją, wiązać z godziwą rekompensatą. Rzecz w tym, iż aby rekompensata była rzeczywiście we właściwy sposób obliczona, jej wysokość nie może być dowolna, uznaniowa. Tu właśnie mamy problem w negocjacjach z Unią Europejską, bowiem zakładaliśmy jednorazową rekompensatę dla wszystkich wytwórców. Komisja Europejska uznaje, że właśnie jednorazowa rekompensata mogłaby być nadmierna, zbyt wysoka, bo sytuacja na rynku energii elektrycznej może rozwijać się bardzo różnie i w efekcie może dojść do tego, że niektórzy wytwórcy powinni zwrócić tę rekompensatę, bo ich sytuacja rynkowa będzie się poprawiała w warunkach konkurencji, a nie pogarszała. Tak więc stanęliśmy przed trudnym problemem legislacyjnym. Musimy zaktualizować projekt ustawy o rozwiązaniu lub restrukturyzacji kontraktów długoterminowych właśnie po to, aby można było monitorować sytuację na rynku energii elektrycznej po rozwiązaniu tych kontraktów, wypłacać rekompensaty w kolejnych transzach, a w przypadku, kiedy sytuacja rynkowa wytwórcy zdecydowanie się poprawi, a nie pogorszy w otoczeniu konkurencyjnym, również rekompensatę odbierać; takie są oczekiwania Unii Europejskiej.

To jest właśnie główny problem, z którym mamy dzisiaj do czynienia w konsultacjach z Komisją Europejską. Natomiast kontrakty długoterminowe muszą być rozwiązane zgodnie z opiniami Dyrekcji Generalnej Konkurencji. Tego rodzaju umowy wieloletnie między wytwórcą a operatorem systemu (bo Polskie Sieci Elektroenergetyczne przecież mają stać się operatorem systemu przesyłowego), są niedopuszczalną formą pomocy publicznej, gdyż preferują określonych wytwórców na konkurencyjnym rynku energii elektrycznej.

Wchodzimy także w obszary, które do tej pory nie do końca były nam znane, obszary konkurencji i dopuszczalności pomocy publicznej, w których jedno jest pewne: to nie jest tak, że jakoś tam będzie, bo monitoring w tym zakresie, prowadzony przez Dyrekcję Generalną Konkurencji jest bardzo szczegółowy i bardzo dociekliwy, aż po poziom każdego przedsiębiorcy, każdego wytwórcy. Oczywiście doktryna bezpieczeństwa energetycznego rozumiana jako zdolność systemu do przesyłania, dostarczania określonej ilości energii zgodnie z zapotrzebowaniem, musi uwzględniać aspekt ekonomiczny i na to dzisiaj w szczególny sposób zwracamy uwagę. To nie jest problem dostarczenia energii za wszelką cenę, ale dostarczenia energii po cenie konkurencyjnej, czyli jak najniższej.

Jeśli mówimy o bezpieczeństwie energetycznym Polski, to zawsze gdzieś w podświadomości myślimy o tym, iż mamy wyjątkową sytuację. Węgiel i bezpieczeństwo w tym zakresie, można powiedzieć, mamy gwarantowane. Ale to są moje, wielomiesięczne dyskusje ze środowiskiem górniczym. Unia Europejska będzie chciała polski węgiel, ale tylko wtedy, kiedy będzie on oferowany po cenach konkurencyjnych. Trudno natomiast konkurować naszym głębinowym kopalniom węgla kamiennego z odkrywkowymi kopalniami w Australii, w Stanach Zjednoczonych, częściowo w Rosji lub w Republice Południowej Afryki. Trudno będzie konkurować w długim horyzoncie czasowym. Dlatego też przyszłość górnictwa węgla kamiennego to przede wszystkim polska energetyka, tak szczęśliwie przez lata zlokalizowana, że na Śląsku to właśnie renta transportowa, koszty transportu tak naprawdę decydują o atrakcyjności polskiego węgla. Ale nie łudźmy się. W sytuacji, kiedy zmienią się warunki, załamie się koniunktura dla polskiego górnictwa, trudno będzie konkurować na rynku Unii Europejskiej. Jeszcze do października ubiegłego roku w eksporcie polskiego węgla na rynek unijny dopłacaliśmy do każdej tony 40 złotych. Taka była różnica między kosztem wydobycia a eksportem na rynek unijny. Czym więc tu się chwalić w warunkach gospodarki rynkowej?

Dzisiaj koniunktura na rynku europejskim, koszty frachtów, sytuacja w Chinach, ogromne zapotrzebowanie w zakresie węgla energetycznego sprawiają, że i tutaj Unia Europejska dokonuje i będzie dokonywać pewnych korekt w swojej polityce energetycznej. To jest wyjątkowe, przysłowiowe 5 minut dla polskiego węgla. Ale co będzie w sytuacji, kiedy nagle eksport znowu przestanie być opłacalny? Tak więc od programu restrukturyzacji górnictwa wycofać się w żaden sposób nie możemy.

Zatem bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko pewność dostaw, ale również możliwość odbioru paliwa, energii, ropy, gazu z dowolnie wybranego kierunku, to kwestia rozbudowy systemów przesyłowych po jak najkorzystniejszej cenie, na jak najkorzystniejszych warunkach ekonomicznych. Tutaj trochę inaczej kształtuje się sytuacja w sferze naszej polityki dywersyfikacji dostaw w porównaniu z polityką starej piętnastki w Unii Europejskiej. To też jest dzisiaj ciekawe doświadczenie, bo wchodzimy w te unijne debaty w coraz bardziej zdecydowany sposób.

Dla Unii Europejskiej i dawnej, starej piętnastki, dywersyfikacja dostaw gazu ziemnego, ropy naftowej, to przede wszystkim rozbudowa połączeń z Federacją Rosyjską, bo około 80% tych podstawowych paliw: ropy i gazu pochodzi dzisiaj w tych krajach spoza Federacji Rosyjskiej. My jesteśmy dokładnie w odwrotnej sytuacji. Około 80% tychże dostaw pochodzi właśnie z Federacji Rosyjskiej. My byśmy chcieli dywersyfikować połączenia z północą, południem, zachodem, a niekoniecznie z Federacją Rosyjską. Chyba, że będą to połączenia tranzytowe i z tytułu tranzytu będziemy uzyskiwać określone efekty.

A więc i w tym zakresie mamy do czynienia z nowymi wyzwaniami w związku z naszą obecnością w Unii Europejskiej.

Konkurencyjna gospodarka to gorsza wiadomość dla energetyków, ale jest to także gospodarka zwracająca ogromną uwagę na racjonalizację użytkowania paliw i energii. Faktycznie mamy w ostatnich latach do czynienia z rozwojem gospodarczym, który proporcjonalnie pociąga za sobą wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Wszystkie działania w zakresie poszanowania, oszczędności, racjonalnego użytkowania paliw i energii, to ogromne pole do popisu dla wszystkich, którzy działają w tym sektorze, którzy mogą w tym zakresie pomóc gospodarce. Aby ta pomoc była możliwa i aby się odbywała na podobnych, równie konkurencyjnych zasadach jak w Unii Europejskiej, konieczne jest spełnienie określonych warunków wykraczających poza sektor elektroenergetyczny, a nawet poza polską elektrykę. To jest oczywiście program zrównoważonego rozwoju, o którym mówił prezes SEP. Takie prace trwają, są to w warunkach Unii Europejskiej prace nad narodowymi planami rozwoju.

Dzisiaj znajdujemy się w obszarze obowiązywania NPR na lata 2004/2006, ale prowadzimy w Ministerstwie Gospodarki i Pracy bardzo intensywną działalność nad Narodowym Planem Rozwoju na lata 2007/2013. Aby możliwe było podnoszenie innowacyjności gospodarki, konieczne jest jej wspieranie, ale takie, które najbardziej nam leży na sercu, a więc nie z budżetu, lecz bezpośrednio z gospodarki. Aby z kolei wspieranie ze strony przedsiębiorców było możliwe, konieczne są, trzeba to sobie uczciwie powiedzieć, istotne zmiany w systemie fiskalnym, w systemie obciążeń. Jeśli chcemy, żeby przedsiębiorca był zainteresowany w większym zakresie nakładami na badania, rozwój i innowacje, to musi on z tego tytułu pozyskiwać określone korzyści.

A więc problem nie leży w tym, żeby dofinansowywać innowacje z budżetu państwa, ale w tym, aby nie obciążać dodatkowo przedsiębiorców. W Ministerstwie zostały zakończone prace, nad ustawą o wspieraniu innowacyjności; chcielibyśmy skierować ją najpierw do dyskusji międzyresortowej, gdyż czekają nas tu na pewno trudne rozmowy, przede wszystkim z ministrem finansów. Jednak, kiedy spojrzymy na sytuację państw znacznie szybciej się rozwijających, lepiej rozwiniętych, bogatszych, to tam przedsiębiorca, który przeznacza nakłady na innowacyjność, dostaje swoistego rodzaju ulgę, grant.

W Hiszpanii ten wskaźnik jest najlepszy z punktu widzenia nakładów na innowacyjność. Przedsiębiorca, który wydaje 70 eurocentów, około 30 eurocentów otrzymuje w postaci różnego rodzaju zwolnień i ulg od państwa. W Niemczech wskaźnik ten wynosił 0,96, ale pozostałe 4 eurocenty otrzymuje ten, który ponosi nakłady na badania i rozwój. W Polsce ten wskaźnik, niestety, waha się między 1, 33 - 1,36. Ten, kto wydaje na innowacyjność, jest jeszcze przez państwo dodatkowo obciążany. To trzeba bezwzględnie i to jak najszybciej zmienić.

Tak jak mówiłem, skończyliśmy już właściwie w Ministerstwie prace nad ustawą o wspieraniu innowacyjności. Po uzgodnieniach międzyresortowych chcielibyśmy jak najszybciej przejść do prac legislacyjnych.

Co do warunków prowadzenia działalności gospodarczej to myślę, że należy przyznać, iż w tej kadencji poczyniliśmy maksymalnie dużo.

Ostatnio została przyjęta przez Sejm ustawa o swobodzie działalności gospodarczej oraz przepisy wdrażające tę ustawę, liczące kilkadziesiąt aktów prawnych, w tym tak ważna dla przedsiębiorców obowiązująca wykładnia ministra finansów w zakresie interpretacji przepisów podatkowych. W tej kwestii dyskusje toczyły się aż do końca. Mamy nadzieję, że Senat, pomimo pisma skierowanego przez ministra finansów w tej sprawie, poprze stanowisko rządowe. Bądź co bądź będziemy mieli do czynienia z obowiązującą wykładnią.

Wreszcie ostatnia kwestia, moim zdaniem dobrze wróżąca na przyszłość polskim przedsiębiorcom, to jednolity system oceny zgodności, system dostępu do rynku. System, którego uczymy się, który wdrażamy. Często przecież, już dzisiaj wystarczy tylko deklaracja przedsiębiorcy, oceniająca zgodność z wymogami rynku. System oceny zgodności pozwala rzeczywiście działać na jednolitym rynku, ale również wprowadza konkurencję dla jednostek certyfikujących, bo nasi przedsiębiorcy nie są już skazani na monopol tylko polskich jednostek, choć wierzę, że presja konkurencyjna także spowoduje, iż i w tym zakresie reguły gry będą coraz bardziej przychylne przedsiębiorcom.

To zaledwie kilka kwestii dotyczących naszej obecności w sektorze elektryki w Unii Europejskiej. Można byłoby mówić jeszcze o wielu zagadnieniach, ale wierzę, że cała działalność Stowarzyszenia Elektryków Polskich doskonale służy również i na co dzień w wyjaśnianiu wielu problemów z tych obszarów, które ze względu na ograniczenie czasu, mogłem zaledwie dotknąć.

 Międzynarodowy Dzień Elektryki 2004 - relacja